A tak to się wszystko zaczęło, kochani…
Urodziłam się w Sztynorcie. Nie, nie mam na imię Ilona (choć często tak mnie wołają!). Sztynort to moje miejsce na ziemi — pamiętam jeszcze czasy, kiedy Pałac naprawdę pachniał historią, a nie kurzem, i kiedy można było bezkarnie zjeżdżać po poręczach niczym zawodowy saneczkarz. Oj, śmiechu wtedy było co niemiara! W głowie wiatr, w sercu jeziora, a w stajniach — konie! I te zawody żeglarskie na „optymistkach”… ech, łezka się w oku kręci.

Z czasem, jak to bywa, nogi mnie poniosły w świat, a serce ciągle czegoś szukało. Sztynort jednak nie dał o sobie zapomnieć. To on mnie odnalazł i przytulił z powrotem. A ja już całkiem dorosła i nieco odważniejsza postanowiłam wydzierżawić stary budynek przystanku autobusowego. I tak oto, z radością (i lekkim stresem), powstała Smażalnia Córka Rybaka!
Początki? No cóż… miałam rocznego synka, fiacika 126p, który z dumą udawał dostawczaka, zero doświadczenia w gastronomii, ale za to ogromne serce do ludzi i jedzenia. Na szczęście miałam też niezastąpionych rodziców, którzy podali mi rękę — i patelnie i kiszoną kapustę.
Przez cztery lata smażyłam ryby na przystanku, potem gdy los dał mi lekkiego kopa przeniosłam się na nasze podwórko. Tam, w przyczepie gastronomicznej, przypominałam żeglarzom, że nadal istniejemy, rozdając własnoręcznie rysowane mapki z zaznaczoną trasą do smażalni. GPRS to przy tym pikuś!
Z czasem, w bólach, radościach i litrach wylanego oleju (zawsze świeżego!) powstał nasz docelowy lokal. I oto jesteśmy!
Dlaczego ryba u nas smakuje tak dobrze?
Bo jest świeża, podana z miłością i smażona jak w domu — na patelniach, nie w żadnych przemysłowych kombajnach. Olej wymieniamy częściej niż skarpetki (serio!), zioła są prosto z naszego ogródka, a surówki robi Tata Stanisław — z warzyw, które sam pielęgnuje. Kapustę też kisi osobiście, z takim zaangażowaniem, że niektórzy pytają, czy nie mogłaby zostać daniem głównym.

A w naszej starej wędzarni pachnącej drewnem i cierpliwością Tata wędzi sielawę, węgorza i sieję. Nic sztucznego, nic „instant”, tylko natura i smak Mazur.
I wiecie co?
Każdego ranka budzę się szczęśliwa, bo wiem, że mogę Was znowu przyjąć w moich skromnych, pachnących rybą progach. Zjeżdżajcie do nas — z jeziora, z drogi, z marzeń.
Czekam z patelnią i uśmiechem.
Z miłością,
Córka Rybaka
